Molestowanie w księgarni?

„Szef powiedział, że jeśli nie przyjadę do niego na noc, to pożałuję. Pożałowałam. Zwolnił mnie dyscyplinarnie. Sprawa jest w prokuraturze.” – nie, to nie jest początek powieści. Rzecz się dzieje tu i teraz. A dokładniej w księgarni. W dzisiejszym WPROST http://www.wprost.pl/ar/477877/Ksiazkowy-przyklad-molestowania/) wstrząsający tekst o molestowaniu pracownic przez prezesa jednej z sieci księgarskiej w Polsce. Oprócz molestowania pojawia się jeszcze mobbing, inwigilacja, formatowanie pracowników oraz stworzenie własnego autorskiego systemu zdalnego ich kontrolowania. A wszystko to między regałami z książkami. Nam natomiast po przeczytaniu tego tekstu włosy stanęły dęba!
Mamy nadzieję, że prokurator zainteresuje się tą sprawą i że jeśli zarzuty okażą się prawdziwe, to człowiek, który dopuszcza się takich czynów i w taki sposób kieruje firmą znajdzie się tam gdzie jego miejsce, czyli za kratami. Powiadają, że ryba psuje się od głowy – jeśli zatem jedną z największych firm księgarskich kieruje kanalia, to jaki ma być rynek?

całość czytaj tu:
KSIĄŻKOWY PRZYKŁAD MOLESTOWANIA

Jestem skurwysynem i tak się będę zachowywał – przedstawił się nowy dyrektor operacyjny P., a kierownicy, którymi były w większości kobiety, zdrętwieli. Potem zaczęło się szkolenie, na którym dyrektor tłumaczył paniom, jak zwiększyć obroty w ich księgarniach. Bo P. został zatrudniony w firmie, by zdynamizować sprzedaż książek. Miał za sobą już epizod pracy w Empiku, z którym rozstał się niedawno. W nowej firmie krążyły o nim pogłoski, że jest zamordystą i potrafi zwolnić pracownika za byle co. Beata W. zapamiętała dokładnie to pierwsze spotkanie z nowym dyrektorem, bo najpierw długo się jej przypatrywał, a potem podszedł do niej, przykucnął przy jej stoliku i sprawdzał, jak wykonuje zlecone zadanie. Położył jedną rękę na komputerowej myszce i poruszając kursorem na ekranie, coś jej tłumaczył. – Natomiast drugą rękę szybko wsunął mi pod spódnicę i próbował ściągnąć majtki – opowiada W. – Dlaczego ja wtedy nie krzyczałam? Bo zamarłam. Tak było to nieprawdopodobne. Wiele razy się zastanawiałam, czy to naprawdę się wydarzyło. A potem było już za późno. Czy ktoś by uwierzył, że nowy dyrektor obmacuje mnie pod stołem na sali, na której trwa szkolenie dla kilkunastu osób?

BEZ RABANU

Dlaczego nowy dyrektor wybrał Beatę W.? Może dlatego, że była młodą, atrakcyjną blond pięknością. Początkowo przyjeżdżał z Warszawy do jej księgarni za dnia. Kazał oprowadzić się po sklepie, a gdy tylko nadarzała się okazja, znikał za półkami z książkami, wciskał ją w jakiś regał i próbował całować. – Kiedyś rzucił się na mnie i chciał zedrzeć rajstopy – opowiada W. Wypracowała więc technikę unikania. Tak poruszała się podczas dyrektorskich wizytacji, by unikać sklepowych zaułków i pozostawania z szefem sam na sam. Pamięta, że gdy dowiadywała się, że P. ma przyjechać, nigdy nie wkładała sukienek czy spódnic, tylko spodnie. P. też zmienił taktykę – zaczynał przyjeżdżać po zamknięciu księgarni albo przed jej otwarciem, żeby być sam na sam z kierowniczką. – I stawał się coraz bardziej napastliwy – mówi W. Jedno z ostatnich spotkań. Dyrektor P. przyjeżdża tuż przed zamknięciem księgarni. Jak sęp czeka w drzwiach. Potem mówi, że musi rozliczyć sprzedaż, i każe jej iść po schodach na górę. – A ja drżę, bo wiem, co tam się stanie – wspomina W. – Uciec nie mogę, bo to mój przełożony. Wyrzuci mnie z pracy, a ja mam kredyt do spłacenia. Idzie po schodach na górę, P. ją szarpie, przewraca na podłogę, próbuje rozbierać, tarzają się po podłodze, ale Beata W. ucieka. – Czułam się tak, jakbym była gwałcona – wspomina. – Zaczynałam drżeć na samą myśl o jego kolejnej wizycie. I wtedy zdarzył się cud. Z Warszawy dotarła informacja, że P. został zwolniony.
Jak twierdzi jeden z ówczesnych dyrektorów firmy, P. wyleciał nie za molestowanie pracownic, ale za kiepskie wyniki. – Nie potrafił zwiększyć sprzedaży – mówi. Pamięta jednak, że z księgarń docierały do zarządu skargi na mobbing. – O jego arogancji i bucie już wtedy krążyły legendy. Ludzie opowiadali, jak ich poniżał i niszczył. Słyszał pan, że on ludziom wręczał wymówienia, pisząc je na serwetkach w knajpie? – dodaje dyrektor. Jego zdaniem rada nadzorcza wiedziała o przypadkach molestowania. – Sam im o tym mówiłem i proponowałem spotkanie z dziewczyną, do której P. się dobierał – dodaje dyrektor. – Przyszła do mnie zapłakana i powiedziała, że P. ma lepkie paluchy. Odwiedzał jej księgarnię, kazał jej iść ze sobą na zaplecze i tam ją obmacywał. Proponował, że będzie ją szkolił w hotelu. Nie miałem powodu, by jej nie wierzyć. – Nikt tego nie zbadał? – Nie stawiałem sprawy na ostrzu noża – opowiada dyrektor. – Gdy P. został zwolniony, rozeszło się po kościach. Ta kobieta też odpuściła. Nie ma co robić rabanu, jeśli jego w firmie już nie ma, mówiła.

Jestem skurwysynem i tak się będę zachowywał – przedstawił się nowy dyrektor operacyjny P., a kierownicy, którymi były w większości kobiety, zdrętwieli. Potem zaczęło się szkolenie, na którym dyrektor tłumaczył paniom, jak zwiększyć obroty w ich księgarniach. Bo P. został zatrudniony w firmie, by zdynamizować sprzedaż książek. Miał za sobą już epizod pracy w Empiku, z którym rozstał się niedawno. W nowej firmie krążyły o nim pogłoski, że jest zamordystą i potrafi zwolnić pracownika za byle co. Beata W. zapamiętała dokładnie to pierwsze spotkanie z nowym dyrektorem, bo najpierw długo się jej przypatrywał, a potem podszedł do niej, przykucnął przy jej stoliku i sprawdzał, jak wykonuje zlecone zadanie. Położył jedną rękę na komputerowej myszce i poruszając kursorem na ekranie, coś jej tłumaczył. – Natomiast drugą rękę szybko wsunął mi pod spódnicę i próbował ściągnąć majtki – opowiada W. – Dlaczego ja wtedy nie krzyczałam? Bo zamarłam. Tak było to nieprawdopodobne. Wiele razy się zastanawiałam, czy to naprawdę się wydarzyło. A potem było już za późno. Czy ktoś by uwierzył, że nowy dyrektor obmacuje mnie pod stołem na sali, na której trwa szkolenie dla kilkunastu osób?

BEZ RABANU

DO KOGO DOBIERAŁ SIĘ P.
Radość nie trwa długo. W październiku 2012 r. P. wraca do firmy, ale na stanowisko prezesa. Podlegają mu jedna z największych sieci księgarń i setki pracowników. Jednym z nich jest właśnie Beata W. – Ugięły się pode mną nogi, kiedy się o tym dowiedziałam – wspomina W. P. organizuje kolejne spotkania z pracownikami. Wzywa często W. do Warszawy. Beata W.: – Zwykle było tak samo. Spotkania z prezesem P. kończyły się wieczorem, a potem ogłaszał, że chce jeszcze porozmawiać na osobności z kilkoma osobami w swoim gabinecie. I zawsze tak to ustawiał, że ja byłam na końcu. I wtedy, gdy już nikogo nie było w biurze, mógł zrobić ze mną wszystko. Bałam się tych spotkań. Kiedyś zamieniłam się z koleżanką i weszłam przed nią, ale on powiedział, że na takie zamiany się nie zgadza.

– Dlaczego?

– Bo znałam już jego sztuczki. Zamykał drzwi na klucz i kazał siąść obok siebie. I jak tylko pojawiała się możliwość, to pchał łapy i język. To było obrzydliwe, więc w czasie tych spotkań cały czas się przed nim broniłam. – Informowała pani kogoś, że jest molestowana? – Nawet mężowi bałam się powiedzieć. P. dawał do zrozumienia, że gdy się wyda, to mnie zwolni. A my mieliśmy kredyt do spłacenia. Nawet jak inne dziewczyny mówiły o podobnych przypadkach, to ja siedziałam cicho. Myślałam: pewnie mnie sprawdza. Po którejś z odpraw wróciłam roztrzęsiona do hotelu. Koleżanka z pokoju zaraz to dostrzegła i zapytała: „Czy on się do ciebie dobierał?”. Skąd wiedziała? Ona przechodziła to samo.

OFIARA NAGONKI?

– Pokażę ci, jak seksownie książki na półkach układać – powiedział P. do jednej z ekspedientek i ciągnął ją między regały. – Na naszych oczach zaczął ją obłapiać – wspomina T., kierownik księgarni. – Uciekła przed nim na zaplecze i nie chciała wyjść. Opowiada ekspedientka W. z Warszawy: – To były aluzje słowne, łapanie za biodro, ocieranie się. Jak prezes jechał do księgarni na inspekcję, to dziewczyny wychodziły z pracy albo ukrywały się za regałami, tak się go bały. A przy tym był chamski i arogancki. O słabości prezesa P. zaczęły krążyć plotki. Że lubi szatynki z mocno wymalowanymi ustami i paznokciami polakierowanymi na czerwono. – Czy władze firmy były informowane o przypadkach molestowania? – pytam jednego z ważnych dyrektorów w firmie. – Ja im o tym mówiłem – opowiada. – Czy ja mam dowody? Mam relacje osób pokrzywdzonych. We wrześniu 2013 r. Piotr Z., członek rady nadzorczej, wysyła do Hubertusa V., przewodniczącego rady nadzorczej, informację o problemach firmy. Pisze m.in. o przypadkach mobbingu ze strony najwyższych menedżerów, w domyśle P. A także o poważnych sygnałach dotyczących napaści seksualnych. „Ostatnio jeden z polskich tygodników opisał taki przypadek, nie podając nazwy firmy” – alarmował Piotr Z.

Wkrótce potem zapytałem w e-mailu Hubertusa V., czy wie, co się dzieje w firmie. „Nic mi nie wiadomo o przypadkach mobbingu – odpisał mi z Paryża Hubertus V. – Nie otrzymaliśmy żadnych informacji, jakoby postępowanie P. lub jakiegokolwiek innego menedżera nosiło znamiona mobbingu”. Kilka dni później Hubertus V. przysłał mi jeszcze jeden list, który napisało do niego siedmioro najbliższych współpracowników prezesa P. Na dwóch stronach wychwalają zalety swojego szefa i ubolewają, że stał się ofiarą nagonki. Z najważniejszych zalet prezesa P., które przytaczają w tekście: jest mądry, sprawiedliwy, nikogo nie obraża ani nie poniża, wszystkich pracowników uczy dobrej pracy i jak tylko może, to każdemu pomaga. Jeden z dyrektorów tłumaczy przewodniczącego Hubertusa V. – Przecież on reprezentuje interesy największego udziałowca, który chce jak najlepiej sprzedać firmę – mówi. – A każde zamieszanie obniża jej wycenę. W ubiegłym roku firma została jednak sprzedana, ale nic się nie zmieniło, bo P. został na stanowisku.

CZARA GORYCZY
22 lipca ubiegłego roku prezes P. wezwał Beatę W. do Warszawy. Zaprosił do swojego gabinetu i nie wypuszczał przez kilka godzin. Według W. prezes P. rzucił się na nią i kolejny raz próbował się do niej dobierać. – Napadł na mnie – opowiada W. Udało jej się wyrwać i uciec. Na koniec spotkania dostała jednak naganę. Za co? – Za to, że nie poszłam z nim do łóżka – mówi. – I wtedy przelała się czara goryczy. W. opowiada, że od tej pory zaczęła walczyć. Zanim jeszcze została zwolniona dyscyplinarnie, prezes P. zadzwonił do niej w nocy, dzień przed kolejnym spotkaniem dyrektorów regionalnych w Świdnicy. Miał dla niej ostatnią polubowną propozycję. – Powiedział, że jeśli nie przyjadę do niego na noc, to pożałuję – opowiada W. – Pożałowałam. W styczniu zwolnił mnie dyscyplinarnie.

Beata W. twierdzi, że od ostatniego spotkania z prezesem P. jest pod stałą opieką psychologa. I to dzięki niemu się przełamała. „Wielokrotnie P. molestował mnie seksualnie – napisała w doniesieniu do prokuratury. – Stanowcze przeciwstawianie się sprawcy skutkowało użyciem przez niego siły. Wręczenie nagany za unikanie kontaktu z nim, propozycje o charakterze seksualnym, wezwanie do centrali na spotkanie, podczas którego zostałam napadnięta i przetrzymywana, uniemożliwiały mi funkcjonowanie w życiu codziennym”.

EFEKT PSYCHOLOGICZNY

Naprzeciwko biurka wisi telewizor. Obraz jest dzielony, więc jednocześnie prezes może obserwować księgarnie w Krakowie, Warszawie, Łodzi czy Gdańsku. To jego ulubione zajęcie – tak opowiadali mi pracownicy firmy. – Po sklepie trzeba chodzić, bo jak się stoi za długo przy półce z książkami, to P. się denerwuje – mówi kierownik T. – Dzwoni wtedy do szefa księgarni i mówi na przykład: „Każ jej ruszyć dupę albo wypierdolić”. Prezes P. tłumaczył kiedyś kierownikowi T., jak powinien wykonać test sprawdzający przydatność swojego zespołu. Na rogu stolika zalecał ustawić dowolną liczbę książek, tak by łatwo je było strącić. Potem należy przejść obok stolika, musnąć je delikatnie, by zatańczyły na brzegu, zachwiały się i spadły. Wtedy wystarczy obserwować reakcję zespołu, by wiedzieć, kto się do pracy w księgarni nadaje, a kto się do niej nie nadaje. – Powinni pełzać, by je podnieść – wytłumaczył kierownikowi T. i dodał: – Musisz wzorować się na tych kierownikach, którzy tresują pracowników jak psy. Po co? Bo to budzi mores. Jak nie stoisz we wskazanym sektorze – nagana. Jak siedzisz, zamiast stać – nagana. Jak za późno podejdziesz do klienta – nagana. I nigdy nie wiadomo, którą księgarnię prezes obserwuje, więc bać powinni się wszyscy. – To daje efekt psychologiczny – mówi były dyrektor – bo wszyscy czują się inwigilowani.

Teraz w swoim gabinecie P. pokazuje mi, jak działa wymyślony przez niego system zdalnego kontrolowania pracowników. Na wielkim monitorze kręcą się jacyś ludzie. To księgarnia w Krakowie. Prezes opowiada, jak trudno mu postawić firmę na nogi, jak buduje zespół, w którym on jest kapitanem, a reszta powinna wykonywać zadania, by firma nie wpłynęła na mieliznę. Opowiada, ile starań musiał włożyć, żeby Beatę W. sformatować do koncernowych wymagań. Ile szkoleń, ile tłumaczeń, ile osobistego wysiłku zainwestował, by W. lepiej pracowała. I za to wszystko spotyka go oskarżenie o molestowanie. Na samą myśl o tym w podkrążonych i czerwonych oczach prezesa P. pojawiają się łzy. Potem wyjaśnia, że Beatę W. przerosły obowiązki, że zachowywała się skandalicznie i że nie miał innego wyjścia, jak ją zwolnić. Prezes P. zapewnia, że po zwolnieniu W. nie miał już z nią żadnego kontaktu. Innego zdania jest Beata W. Jeszcze zanim złożyła do prokuratury doniesienie o molestowaniu, zadzwonił jej telefon. Na wyświetlaczu pokazał się nieznany numer. Gdy podniosła słuchawkę, usłyszała tylko jedno zdanie, zanim rozmówca się rozłączył. – Chciałbym, żebyś milczała – powiedział. – I ja ten głos poznałam – mówi W. – To był on. �

IMIĘ I INICJAŁY BEATY W. ORAZ PREZESA P. ZOSTAŁY ZMIENIONE.

3 Komentarze

  1. W świetle powyższego nie dziwi,że panie w dojrzałym wieku były z firmy
    usuwane (wszak nie mogły być obiektem zainteresowania menadżera)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.