Babskie, czyli jakie?

Literatura kobieca w Polsce jest tematem trudnym. Przez lata traktowana jako działalność marginalna wobec dzieł WIELKICH KOLEGÓW, pomimo Nałkowskiej, Dąbrowskiej, Szymborskiej i paru innych, które były zaledwie wybrykiem na literackiej mapie. Niechęć lub być może nieumiejętność spojrzenia szerzej a także zwykły szowinizm sprowadza postrzeganie literatury kobiecej do pogardliwego wzruszenia ramion: kobiece czyli babskie. Babskie czyli gorsze. Zadałam kiedyś pytanie mojej znajomej blogerce, ile razy słyszała określenie „mistrzyni prozy”, mistrzyni reportażu”. Odpowiedziała: trzy. Krall, Szejnert i Torańska. Trzy to niewiele, biorąc pod uwagę setkę książkowych premier miesięcznie. Wciąż funkcjonujący w świadomości kulturowej stereotyp postrzegania literatury kobiecej jako synonimu literatury popularnej, a co za tym idzie lekkiej, łatwej i oczywiście mniej istotnej, a jeśli już podejmującej treści ważniejsze to sprowadzonej do histeryczności (pogardliwa i krzywdząca etykieta „literatury menstruacyjnej”) skazuje ją na niedostrzeganie i niedocenienie. A w najlepszym wypadku na półkę z napisem „UWAGA! ROMANS”, gdzie w równym rzędzie ustawia się wszystko co można zapakować w okładkę w najmodniejszym odcieniu różu.
W najnowszym Newsweeku można przeczytać wywiad z Katarzyną Tubylewicz, autorką świetnych „Równieśniczek” (W.A.B) książki, która już dzisiaj stała się synonimem literatury środka. Tubylewicz opowiada o stereotypach, literaturze kobiecej i absurdach w postrzeganiu książek pisanych przez kobiety.
Newsweek: Czy książka traktująca o kobietach może mieć trudności z tym, by zostać zauważona przez krytyków?
KT: Zwłaszcza przez polskich krytyków. W Szwecji sytuacja jest akurat odwrotna. Ale w Polsce króluje przekonanie, że książka o kobietach może zainteresować jedynie czytelniczki. Czy miałoby to oznaczać, że ja jako kobieta nie zainteresuję się portretami mężczyzn w prozie Rotha czy Kruszyńskiego? To przecież kompletna bzdura… – mówi Tubylewicz. I trudno się z nią nie zgodzić, prawda?
(Joanna Laprus-Mikulska)

czytaj więcej: http://kultura.newsweek.pl/katarzyna-tubylewicz-wywiad-newsweek-pl,artykuly,345914,1.html

5 Komentarze

  1. A czy podobne stereotypy i szowinizm dotyczą tylko literatury? Niestety nie, spotykamy je niemal w każdej działalności artystycznej, naukowej i publicznej. Podejrzewam, że przynajmniej część Polek i Polaków słyszała coś o prof. Aleksandrze Wolszczanie. A ile osób w Polsce wie o prof. Agnieszce Zalewskiej, przewodniczącej Rady CERN (pierwszej kobiecie i pierwszej Polce na tym stanowisku)? I wcale nie chodzi o to – jak chcą niektórzy – że „Kopernik była kobietą”.

    PS. „Literatura menstruacyjna”? Pierwsze słyszę (mało krytyków widocznie czytam). Cóż, olać to. Że tak powiem.

    • Oczywiście, że te stereotypy dotyczą nie tylko literatury. Może wynika to z tego, że kobiety kiedy coś robią robią to zwykle między obieraniem ziemniaków a karmieniem dzieci? Mężczyzna natomiast tworzy z całą tą aurą niedostępności i wyjątkowości jaka jest dana tylko nielicznym. A może po prostu za mało o tym mówimy, zbierając pokłosie wychowania na grzeczną i skromną panienkę w myśl zasady „siedź w kącie a znajdą cię”?
      ps. ten okropny termin „literatura menstruacyjna” wprowadził prof.Błoński krytykując „Absolutną amnezję” Izabeli Filipiak.

  2. Znakomitą większość czytelników w Polsce stanowią kobiety, dlatego też to one decydują o tym co się w kraju czyta. Damska część narodu jest większa liczebnie i lepiej wykształcona-tak mówią wszelkie statystyki. Kobiety w Polsce są gorzej opłacane i częściej bezrobotne niż mężczyźni. To i pisać mają o czym, bo są bardziej emocjonalne, a mniej filozofujące i nadęte, rzadziej upośledzone politycznym uwikłaniem, więc nie muszą robić z siebie publicznego pajaca. A krytyczne spojrzenie na rzeczywistość wydrapane kobiecym piórem boli przede wszystkim panów pisarzy i krytyków-bo jak to można spłodzić coś sensownego między pralką, pampersem i kuchnią? Sami widzicie-MOŻNA!!!!!

  3. A porpos promowania czytelnictwa: co z „Książka na weekend” ? Kolejne piątki mijają, a ja czekam na podpowiedzi – ‚co czytać’?:) Myślę że taki pozytywny przekaz jaki jest w tym programie dużo lepiej działa niż wszelkie żale i narzekania. Przynajmniej na mnie:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.